Strona główna > Pedagogika ulicy, Turystyka > Co robić, by dzieciom się chciało?

Co robić, by dzieciom się chciało?

Animator, pedagog ulicy, to człowiek, który ma odwagę zrobić to, o czym inni boją się nawet pomyśleć. Czemu to robi? Żeby dotrzeć. Do czego? Do wnętrza, do serca, do najskrytszych pragnień dzieci, które często nie mają świadomości, że mają prawo pragnąć – bliskości, czułości, drugiego człowieka, by zbudować wiarę w siebie i swoje możliwości. Pozostawieni sami sobie, zapomniani, jakże łatwo pogrążają się w beznadziei, z której wyrwać ich jest bardzo trudno. Trzeba używać silnych bodźców. Na przykład pozwolić zmierzyć się z nieobliczalną rzeką…

W ramach działań związanych z pedagogiką ulicy WOK „Hutnik” i działające przy nim Stowarzyszenie „Wiatrak” podjęły współpracę z zajmującymi się tą problematyką stowarzyszeniami z warszawskiej Pragi, takimi jak „Mierz Wysoko” i Grupa Pedagogiki i Animacji Społecznej (GPAS). Drugie z wymienionych stowarzyszeń w dniach 15-16 lipca zorganizowało spływ kajakowy rzeką Świder dla dzieci wychowujących się na praskich ulicach i podwórkach. Pomoc w organizacji spływu okazał im Andrzej Grajczyk, wyszkowski streetworker z „Hutnika”.

Sam spływ trwał dwa dni z noclegiem pod namiotami. Czterech uczestników w wieku od 10 do 13 lat i dwóch instruktorów w trzech kajakach wielokrotnie w ciągu rejsu musiało się nieźle napocić i namoczyć przy pokonywaniu przeszkód, takich jak pnie powalonych, bardzo dużych drzew. Najpierw instruktorzy musieli przenosić dzieci w bezpieczne miejsce. Potem stojąc w wartko płynącej, spienionej i sięgającej klatki piersiowej wodzie siłą przeciskali kajaki pod przeszkodami. Zadanie było o tyle trudne, że kajaki były zapełnione po brzegi – namiotami, śpiworami, bagażami… Trafiały się też wysokie progi wodne. Wtedy trzeba było opróżniać kajaki i wszystko przenosić dziesiątki metrów. Jednak zadowolenie dzieciaków i widoki rozciągające się wokół wszystko rekompensowały!Na nocleg wybrane zostało miejsce na pięknej, równiutkiej jak stół – tak się przynajmniej wydawało – leśnej polanie położonej na dosyć wysokim brzegu rzeki.

Po założeniu bazy przyszedł czas na kolację, która po całodziennym trudzie bardzo smakowała, potem na gry i zabawy. Dzieci nie chciały szybko iść spać, zmogło je dopiero po północy. Noc była duszna. W pewnym momencie zaczęło padać, a uderzenia kropel deszczu kołysały do snu. Sielanka nie trwała długo. Nagłe bliskie uderzenie pioruna postawiło obóz na nogi. Wszyscy wyjrzeli z namiotów. W porządku. Może przejdzie bokiem. Znów zapanował spokój, dalej padał mały deszczyk. Ale to był tylko wstęp. Po ok. 10 minutach zerwał się niesamowity wiatr i potężna ulewa cisnęła w namioty strugi wody. Błyskawice co raz rozświetlały niebo, a powietrzem targały potężne grzmoty. Tropik nie wytrzymał naporu deszczu. Instruktorzy krzyczeli do siebie, by się usłyszeć, ale deszcz wszystko zagłuszał. Co chwila sprawdzali stan namiotów. Przedsionek w namiocie chłopców runął, ale reszta trzymała się dobrze. Namiot instruktorów przemókł pierwszy. Założyli kurtki przeciwdeszczowe, choć nie miało to większego znaczenia – i tak siedzieli w wodzie w mokrych śpiworach. Jak na wojnie. Tylko zamiast dział biły pioruny. Nawałnica ustąpiła dopiero o 4 rano. Woda odpłynęła i wreszcie można było się położyć… na mokre posłania, by choć trochę się odprężyć. W pobliżu uderzyły 22 pioruny! Mieli szczęście i… niesamowitą przygodę, którą trudno byłoby samemu wyreżyserować.

Rano opowiadaniom nie było końca. Na pięć komórek działała jedna, pozostałe odmówiły posłuszeństwa. Ruszyli w dalszą drogę. Dzień piękny, rzeka miejscami przybierała górski charakter. Ale wszyscy już zaprawieni dobrze radzili sobie z przeszkodami, których i tak było mniej niż dzień wcześniej. Zresztą, po przeżyciach poprzedniego dnia i nocy co ich mogło zaskoczyć i przestraszyć? 16.00 dotarli do miejscowości Świder. Na zmęczonych i opalonych twarzach dzieci malowało się zadowolenie.
− Ale było fajnie. Szybko tego nie zapomnimy!
Pedagodzy też. Zwłaszcza noclegu! Cóż, jak to zostało podkreślone we wstępie, poruszyć wyobraźnię i zachęcić do działania jest trudno. I wymaga to wiele poświęceń. Ale warto. Ziarno pada w końcu na żyzny grunt.

AL

Reklamy
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: