Strona główna > Turystyka > Spływ Narwią

Spływ Narwią

29 sierpnia odbył się kolejny spływ kajakowy Klubu Zdobywców Małych Rzek WOK „Hutnik”. Tym razem postanowiliśmy przepłynąć i „zdobyć” dużą rzekę – Narew.

Na starcie spływu w Pułtusku stanęło 26 uczestników z Góry Kalwarii, Łochowa, Warszawy, Chorzeli i oczywiście Wyszkowa. Trasa liczyła ok. 25 km do plaży w Serocku, gdzie nastąpiło zakończenie spływu.

Spływ rozpoczął się od zbiórki pod „Hutnikiem”, stąd wyruszyliśmy busem do Pułtuska. Po dotarciu do wypożyczalni uczestnicy wybrali sobie kajaki, podobierali się w pary i o godz. 9:00 nastąpił start. Szeroko rozlana Narew zaskoczyła nas… brakiem prądu. Woda wyglądała na stojącą. Daleko jej do naszego Bugu czy Liwca. Jak się później dowiedzieliśmy, jest to spowodowane tak zwaną cofką z Zalewu Zegrzyńskiego, którego prądy wchodzą również w górę rzek do niego wpływających. Brak „wspomagania” prądem rzeki spowodował, że ciężej się wiosłowało.

Sama Narew jest bardzo ładna, szczególnie w rejonach zarośniętych dziko wysp. Niestety, brzegi są „zatłoczone” letniskami – działki są zagospodarowane aż po samą wodę. Mijaliśmy niezliczoną ilość wędkarzy. Każda zatoczka, oczyszczone z zarośli nabrzeże pełne było łodzi, motorówek i jachtów. Co raz napotykaliśmy przystanie i dosłownie całe miasteczka namiotowe, gdzie chyba budziliśmy pewną sensację sądząc po żywiołowych reakcjach osób pozdrawiających nas z brzegu, dzieciach dłuższy czas biegnących za nami, by jak najdłużej mogły nas widzieć.

Pogoda przez większą część trasy nam dopisywała. Było ciepło, nawet bardzo, tak że krople potu spływały nam po twarzach i plecach. Około południa pojawiły się ciężkie chmury i zaczął wiać zimny wiatr. Przypadło to akurat na czas postoju, kiedy rozprostowaliśmy kości i jedliśmy mały posiłek. Kończyliśmy go już w chłodzie, gdy z nieba spadały pierwsze krople deszczu. Przed nami rozpościerał się dosłownie „archipelag” narwiańskich wysp stanowiących rezerwat „Kępy Dzierżenińskie”. Gdy do niego wpływaliśmy, dopadła nas fantastyczna ulewa. Była niczym ciepły prysznic tworzący duże bąble na wodzie. Przy tym zero wiatru. Dlatego płynęło się bardzo przyjemnie.

Pomiędzy wysepkami czekały na nas rozłożone na wodzie dywany z żółtych grążeli i białych grzebieni – popularnych lilii wodnych zawsze przyciągających wzrok wodniaków. I tak, od tego miejsca w spółce z kilkoma stadami łabędzi i dzikich kaczek dopłynęliśmy do Serocka. To, czego doświadczyliśmy na wodzie – płynąc w ciepłym deszczu pośród cudownych nadnarwiańskich krajobrazów i towarzystwie zwierząt, nie da się w żaden sposób wyrazić i opisać, i na długo pozostanie w naszej pamięci.
W Serocku czekały już nasze busy, którymi wróciliśmy do Wyszkowa. Tu nastąpiła mała, tradycyjna odprawa. Podsumowaliśmy spływ, wręczyliśmy pamiątkowe dyplomy, padły propozycje podbojów kolejnych rzek.

Andrzej Grajczyk

Reklamy
Kategorie:Turystyka Tagi: ,
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: